Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdzie stanie, groby pośród pól
I nieme wszędy błonia.

Był zamek Montgomery zwan —
Król na noc zjechał tam,
I zamku Montgomery pan
Ugaszcza króla sam.

Ptactwa i ryb i dziczy huk,
Co tylko radzi gust —
Niosą szeregi rączych sług
Na czar dla oczu — ust!

Co jeno z trunków, jadła, zbóż
Ten cudny rodzi kraj,
Co wina ma zza sinych mórz
Na stół królowi daj!

— Panowie szlachta, hejże, wy
Czyż nikt nie trąca kruż?
Na cześć mą, któż, wallijskie psy,
Podniesie kielich — któż?

Panowie szlachta, nędzne psy,
Gdzież wiwat dla Ethwarda?
Niechaj mi pieśń pochwalna brzmi —
Sprowadzić mi tu barda!

W zdumieniu patrzy każdy gość,
A w pulsach tętni krew:
Na twarzy błyska blada złość
I purpurowy gniew!