Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I ty, Rzymianinie, zbyt wina nie nalej.
Bo trunek i taniec wam będą ku szkodzie,
Bo wilk już u celu, bo wilk już w ogrodzie.

Spójrz, oto pod górą, hen, tam przy Kelenie,
Jak mroczy się czyste niebiosów sklepienie,
Zmroczona, ściemniona, keleńskich nieb strona:
Porusza, porusza się łąka zielona...
A każdy pył kurzu — to rycerz odważny,
A każda tam słomka — pień włóczni żelazny,
A dwustu tysięcy płuc męskich dech mocny
Rozżarza swym ogniem wiatr chłodny, północny.

I Keve, wódz dzielny na czele szeregów,
Z walecznem rycerstwem już stanął u brzegów,
Lecz fala przez głębie szerokie tu bieży:
Ni mostu, ni łodzi dla tylu rycerzy.
A gdyby i most był — to byłby zamały,
A łodzi i setki wnetby się złamały —
Bo tłum ten gdy zajął zielony brzeg wody,
Brzeg trzęsie się cały, jak szklane zim lody.

Więc Hunnów wódz rozkaz dał wnet, by drużyna
Z swych miechów wylała szlachetną ciecz wina.
A rozkaz dowódcy — nie puste to śmiechy,
Więc Hunny natychmiast opróżnią swe miechy.
Dunaju, ty stary, napij się do syta!
Bo może już nigdy twe sine koryta
Pić wina nie będą — i niech po tem winie
Wić Hunnów walecznych w spokoju przepłynie.

A noc takim mrokiem dokoła oblana,
Że ledwie czasami zabłyśnie wód piana,