Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od Duny szerokiej na lewo, na prawo,
Niepróżno tłum ludów mknie z wróżbą tą krwawą.
Ze wschodu, z zachodu różnego narodu
Gromada nadpływa, jak wilki w dni głodu.
Napełnij się dzisiaj falami, o rzeko,
Bo jutro twym nurtem krew pójdzie daleko
I łzy szerokiemi zapełnią cię ściegi,
Bo matki zapłaczą na wód twoich brzegi.

Lecz rzeka falami nie huczy w powodzi,
Spokojnieby można przepłynąć ją w łodzi.
A Makryn Rzymianin, ze Sasem Dytrychem,
Ucztują na drugiem wybrzeżu, na cichem.
„Podnieśmy puhary! Niech pije, kto łaknie!
Nie bójmy się Hunnów, bo czółen im braknie!“
I krążą puhary i Szazhalom dzikim
Szeroko, daleko rozbrzmiewa okrzykiem.

Rozliczne tam ludy, rozliczne plemiona,
Rozlicznych języków tam ćma połączona:
Czerń obcych rycerzy, czerń obcej odzieży,
Kołczanów, i hełmów, i strzał, i pancerzy;
Alany, Herule, Lombardy i Goty,
I Syryan, i Celtów i hordy i roty,
I stroje rozliczne stubarwnie się świecą
Pod murem Potencyi, pod sławną stolicą.

„Podnieśmy puhary! Niech pije, kto łaknie!
Nie bójmy się Hunnów, bo czółen im braknie!“
A Makryn wciąż wzywa: Lej wina, lej piwa!
A Dytrych podwójną go miarą zażywa.
Dytrychu, ty Sasie, nie szalej, nie szalej,