Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Fejnagiego zowią Wiejskim młotem.
Wy, co siłą posiadacie ducha,
I nie drżycie, kiedy pieśń krwią bucha,
Bladych warg nie krzywicie w boleści,
Posłuchajcie strasznej mej powieści!
Ale wy, których serca drżą zawsze,
Gdy im śpiewać jakie czyny krwawsze,
Co słuchacie ich zlękli i smutni
Uciekajcie od mej groźnej lutni.




Amen! smutnie od ołtarza dźwięczy,
Święte modły kończy sługa boży,
I jak zwykle, lud, co wokół klęczy,
Amen! Amen! poważnie przywtórzy.
Zakończone już modły wieczorne.
Powracają do dom rzesze korne
I przy uczcie, sącząc dno kielicha,
Chwalą Pana. — W kościele zamkniętym
Była cisza. Gdy świątynia cicha,
Cichsza więcej, niż moczary wiosną,
Kiedy czajka uśnie snem zaklętym,
I gdy czapla, i gdy żaby posną
Była cisza zatem. Tylko oto
Bezlitośnie, głodne dwa pająki,
Nad soczystej śliwy pestką złotą
O przelękłej muchy walczą członki.
Wtem, nieszczęście! muchę opuściły,
Biegnie na to mysz, ile ma siły.
Chwyta zdobycz: tędy i owędy
Leci skryć się w fałdach rewerendy
I urządza tam ucztę wspaniałą,