Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/226

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Dotąd chwałą w mroki padł —
    I straszliwe jakieś dzieje
    Z niepamiętnych dźwiga lat.

    A wędrowcy dziś w dolinie
    Przez dwa okna krwią płonące —
    Widzą formy, rozdźwięczone
    Fantastycznie wirujące —
    I jak rzeki wir szalonej
    Rój zgrzytliwych płynie ech,
    Bo przez wrota — wykrzywiony
    Bez uśmiechu — w wieczy śmiech.





    Ulalume.

    Chmura niebo mroczyła surowa
    I od liści powiędłych szedł szmer —
    Od gałęzi powiędłych szedł szmer...
    Była ciemna noc październikowa,
    Najstraszniejsza z mego życia er...
    Był to Aubr, który we mgle się chowa,
    I wilgotny, pomroczny las Weir;
    Aubr — jezioro, co w mroku się chowa,
    I od wiedźm opętany las Weir...

    Tam to niegdyś szeroką aleją
    Śród cyprysów z swą duszą sierocą —