Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Moc, co naraz z materyi i ze światła tryska —
I naraz tworzy bryłę i cień w sobie chowa.

Tak dwulice Milczenie: naraz brzeg i morze,
Ciało i duch; pustynne kocha rumowiska,
Świeżę porosłe trawą; są w niem jakieś zorze,
Jakieś ludzkie pamiątki: więc się go nie trwożę,
Choć łzy mi płynę. Nigdy — dźwięk jego nazwiska.

To milczenie cielesne. Żadna zła potęga
Nie tkwi w niem. Więc spokojny bądź u jego progu.
Lecz, jeśli kiedy z losów woli nieodmiennej
Stanie przed tobą jego cień — elf bezimienny,
Co opętał samotny świat, dokąd nie sięga
Ludzka stopa — na ten czas duszę poleć Bogu!





Opętany zamek.

W najzieleńszej z naszych dolin,
Od aniołów zamieszkały,
Promienisty i pogodny —
Niegdyś zamek stał wspaniały.
Tam — w krainie władcy Myśli
Stał świetlany zamek ów:
Żaden seraf nie nakreśli
Skrzydłom cudnych takich snów.