Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tam ja wybłagam u Chrystusa Pana
Tę wielką łaskę dla niego i siebie,
Abym, jak niegdyś na ziemi tak w niebie,
Tutaj z nim żyła w miłości skąpana.
I byśmy byli, jak niegdyś czasowo —
Tutaj na wieczność złączeni godową.

Patrzy i słucha, a potem powiada
Głosem, gdzie słodycz z tęsknotą się przędzie:
Wszystko to stanie się, gdy on przybędzie.
Zamilkła. Światło drżało w krąg. Gromada
Białych aniołów po niebie płynęła.
Ona, wzrokiem się modląc, uśmiechnęła.

(Widziałem uśmiech jej). Lecz niezadługo
Chóry aniołów uleciały w głębie
Sfer nieskończonych — i na złotym zrębie
Niebios — wzdłuż ręce złożyła — i strugą
Obfitą — oczy skrywszy w dłoń — płakała
Smutnie. (Słyszałem, jak łzy wylewała).





Śmierć w miłości.

W orszaku Życia postać mi się ukazała:
Miała skrzydła Miłości, jej chorągiew niosła.
Na materyi, cudownej szlachectwem rzemiosła,
Lśnił, o! twarzy bez ducha, kształt twojego ciała.