Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I od Chevreula, twórcy świec stearynowych,
I Matuzala przyjąć za mój wzór jedyny,
I tysiąckroć obchodzić moje urodziny!
Tak marzę!

(Jakby na zakończenie.)

Jeszcze słowo — i wszystko skończone.
Wrózka mi uleciała w nieznanych nieb stronę.
Lecz my odnowim zwyczaj, co nas rozweseli:
Aktorka jeszcze sukien nie zdjęła Urgeli
I chce wrócić na scenę, by wdzięcznemi słowy
Wygłosić wam kompliment dwunastowierszowy,
Więc, dopóki bielidło na twarzy jej lśni się,
Ja pójdę jej poszukać — tu obok — w kulisie.

(Mówi w kulisy do Urgeli niewidzianej przez publiczność.)

Wyjdź do nas.

(Urgela wychodzi na scenę.)
URGELA.

Piękne panie, Paryża królowe!
Hojnie sypcie nam wasze uśmiechy różowe.
Prawda, żeśmy się tutaj śmieli jak szaleni
Rymami z złota, pereł i drogich kamieni!
Klaszczcie więc w białe rączki, strojne w rękawiczki
Miary sześć i ćwierć, spięte na srebrne guziczki!
I niech wynagrodzi jednym listkiem sławy
Aktorów i poetę wasz wyrok łaskawy.
I ażeby przesądów ślepą zburzyć Troję,
Niechaj brawo — co nas tu uniewinni troje,
Żeśmy nie prozą grali wam tę krotochwilę —
Z waszych ustek różanych nie schodzi na chwilę!