Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


URGELA.

Dobrze.

PIERROT.

Lecz naprzód, by się ustrzedz od złodziei,
Bądźmy przezorni. Skarby te ukryjmy w kniei,
Pod jaką skałą, gromem straszliwie rozdartą.

(Wychodzi. Urgela wchodzi.)
URGELA.

Idź, Pierrot. Teraz dla mnie scena jest otwartą.

(Urgela wychodzi. Pierrot wraca bez koszyka).
PIERROT.

Znalazłem już. Kryjówka moja nader miła.
A teraz, kogokolwiek niebo mi tu zsyła,
Brunecie czy blondynie, damo, kawalerze,
Przybywajcie! Na ucztę zapraszam was szczerze.
W tej godzinie pogodnej, kiedy jutrznia świta,
Pić będę nawet z dyabłem, jeśli tu zawita.

(Spojrzawszy na prawo w kulisy.)

Lecz cóż to? Widzę jakąś osobę dojrzałą,
Tam, kędy szemrze strumień pod spadzistą skałą.
Ha, czem będzie na starość, nikt nie wie, gdy młody:
Jakże chuda! A nos jej dotyka się brody!
Biedaczka, ledwie chodzi! Kuleje i kwęka,
Jak szczep winny pogięta, niby tyczka cienka.
Sto zim, sto wiosen pewnie nad jej głową mija,
Jak z gałązki leszczyny wystrugała kija.
Kto wie, jaka to była gołąbka za młodu!

(Urgela występuje, chwiejna, oparta na kiju. Pierrot zbliża się do niej.)