Strona:Antoni Lange - Nowy Tarzan.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ja mam obrazy, któreby zbogaciły oko ludzkie tysiącem kolorów nieznanych!
— Ja mam dźwięki czarowne, coby im życie zamieniły w jedną nieskończoną melodję!
— Ja mam myśli, co by im rozjaśniły wszystkie tajemnice bytu.
— Ja mam słowa, coby im pozwoliły zrozumieć zaświat i Boga.
— Ja mam cyfry, coby im pozwoliły rozłożyć treść natury na pierwsze elementy.
— Ja mam czary, co by im pozwoliły czynić wiekuiście cud pomnożenia chleba, aby nigdy nikt nie był głodny.
— Ja mam uczucia tak niezmierzone, że się każde serce zaspokoi miłością.
Tak rozmawiają z sobą duchy nieurodzonych, co się nam czasami zamajaczą we śnie, na chwilę błysną bladozłotym ogniem i gasną na wieki niewcielone.
Duchy te doskonale widzą, co się dzieje na ziemi — czują, jak są tej ziemi potrzebni i konieczni — czują, jakiem błogosławieństwem i drogą do szczęśliwości byłoby ich zstąpienie na ziemię i dla nich samych, i dla naszej planety.
Dlatego dusze te płaczą, gdyż są jak topielcy wieczni, co i utonąć nie mogą i wydostać się ze swej otchłani. Dlatego tęczuje się błękit tej gwiazdy — i dlatego w widmie tęczy są czarne linje. Kometa Bieli, która tamtędy płynęła, od tych łez i tęsknot duchów nieurodzonych rozpękła na drobne meteory, które ogni-