Strona:Antoni Lange - Nowy Tarzan.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


narodzin boga — i wtedy wielce się powiększyła ilość soli w atmosferze gwiazdy.
Na tej gwieździe dalekiej są łąki cudowne, pełne wielobarwnych kwiatów. Kwiaty są podobne do ziemskich, ale znacznie większe, dziesięciokrotnie większe: róże czy lilje, fiołki czy lotosy. To też czarowne zapachy płyną tu po powietrzu.
Na tych kwiatach krążą wielkich rozmiarów motyle, również o barwach rozmaitych i świetnych. Są to właśnie dusze nieurodzonych genjuszów, tęskniących za ziemią i stuleciami szukających łona pięknej i wytwornej niewiasty, z której pieszczot mogłyby się przedostać na ziemię. Bo takie jest prawo bytu, że ten duch tylko przez łono niewieście może zstąpić na ziemię.
Cóż czynią owe nieśmiertelne motyle, owe psychai gwiazdy dalekiej?
Oto rozmawiają z sobą o świecie ziemskim i o innych światach, do ziemi podobnych. Bo nietylko na ziemi, ale i na innych planetach są istoty do ludzi podobne. To też motyle, przeznaczone dla ziemi, z pewną zazdrością albo raczej z żalem patrzą, jak inne motyle na inne planety odpływają szczęśliwe i rozradowane, wiedząc, że tam jest miłość i czystość serc, i że tam znajdą łono kobiety kochającej, gniazdo dla swego wcielenia.
— Patrzcie — mówią — jaka tam na ziemi czarna noc ducha panuje.
— Ja mam pieśni niewyśpiewane, któreby plemię ludzkie uniosły wysoko, wysoko wgórę!