Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


TAABATA.

Mówili jej: Nie wychodź za tego straceńca.
Zginie w bitwie, kto bitwom życie swe poświęca.
Ona słucha tej mowy — nieufna z początku —
Ale mniej, niż daktylu pestka, ma rozsądku,
Gdy lęka się być wdową po rycerzu świetnym,
Bezsennym, mgłami nocy okrytym, szlachetnym. —
Jedna troska go dręczy: tsar[1], i z wojownikiem
W spiż zakutym, spotkanie na pustkowiu dzikiem.
Toż mnie na bój wyzywa każdy, co w swym klanie
Chce nosić zuchwałego farysa nazwanie.
Ja sam, chociaż do walki zawszem jest gotowy,
Nie chełpię się, że wrogów swoich ścinam głowy.
Jedynie co konieczne zbieram złota — srebra;
Choć ciało me wychudło, że obaczysz żebra.
Żyję śród dzikich zwierząt, co krążą po łące,
Skąd nigdy ich nie spędzam. Toż rozumiejące,
Że inna we mnie troska, niż polować na nie,
Przywykły do mnie. Czują do mnie zaufanie —
I gdyby chciały darzyć swojemi pieszczoty
Człowieka, mnie pieściły by owe istoty.
Jam w boju się zestarzał — czyli gdym otwarcie
Napadał — czy z zasadzki. Lecz kto, jak na warcie
Stojąc wiecznie, żadnego wroga nie ominie,
Z konieczności na polu bitwy kiedyś zginie.
Dość nadręczyłem w życiu mych nieprzyjacieli,
Dość grabiłem wielbłądów tym, co mię przeklęli.
A niech jeno ich czujne ucho rzecz usłyszy:
Wnet pościg — czylim jeden — czy śród towarzyszy.
I gdybym nawet długie przeżył tu krwawice,
W końcu napotkam śmierci jasną błyskawicę.



  1. Tsar — zemsta rodowa, vendetta.