Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rasa monety wtórowały mu cichym brzękiem w worku, i góral myślał, że może stać się bogaczem, a wtedy... o, wtedy wszystko będzie dobrze! Pieniądz — to siła! Przecież dlaczego wielki kaid Glaui jest wielkim kaidem i władcą szczepów góralskich? Dlatego, że jest bogaty. Za pieniądze Glaui utrzymuje wojsko i jest potężny i niezwalczony. Niechby dziś stary kaid obudził się nędzarzem, to jutro odrazu wszystko prysnęłoby i znikło, jak sen: potęga, honory i władza. Dlaczego on — Ras ben Hoggar, tułacz, banita, włóczęga i zaklinacz wężów, nie może się stać równym Glaui i innym możnym panom w Mahrebie? Pieniądz zmywa zbrodnię, pieniądz pozwala na zbrodnię i czyni ją piękną, groźną i bezkarną.
— Będę bogaty, wyrwę Aziza z gór, osiedlę się w innem miejscu! Będę szczęśliwy, spokojny i potężny — myślał Ras, zasypiając po sutej kolacji.
— Będziesz! Będziesz! — dzwoniły monety, odzywając się z worka, leżącego pod poduszką górala.
Z temi myślami góral usnął, pierwszy raz uspokojony, wolny od gorzkich i ciężkich myśli.