Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Odwieziono ją do szpitala nieprzytomną, niemal umierającą.
Jednak młoda, zdrowa krew zwalczyła śmierć.
Odeszło blade widmo skonu, pozostawiając blade, wyczerpane, zbolałe ciało sponiewieranej, nikomu już nie potrzebnej kobiety, co tak niedawno jeszcze była żoną Rasa ben Hoggar, śmiałą „orlicą“, rzucającą w oczy wielkiemu kaidowi słowa surowej prawdy bez trwogi i zmieszania.
Teraz był to już zniszczony, poszarpany łachman, nikły cień, widmo istoty ludzkiej.
O, Allahu! Allahu, którego surowi mumeni nazywają Miłosiernym, Obrońcą, Wszechmocnym, Sprawiedliwym, Wodzem i Prawem, cożeś uczynił Ty, Sprawiedliwy i Wszechmocny, dla słabej, zbłąkanej na rosztajnych drogach życia żony ściganego górala z Atlasu?