Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


więc zawołała służącą. Arabka, szczerząc duże żółte zęby, wysłuchała Aziza i zaczęła tłumaczyć jej słowa po hiszpańsku. Obie kobiety zaczęły się nagle śmiać na głos, trzęsąc się i klepiąc się po biodrach. Uspokoiwszy się trochę, Arabka, pomówiwszy ze swoją panią, powiedziała:
— Mąż? Mąż twój później przyjdzie... po północy. Będziesz z niego zadowolona!... Piękny jest, hojny i możny... Każda kobieta w „Alkazarze“ marzy o nim... Jest on tu — komisarzem policji.
Aziza nie wiedziała, co to znaczy — „komisarz policji“, tem bardziej, że Arabka powiedziała to po hiszpańsku, lecz góralka zrozumiała, że Ras stał się bogaty i możny. To ją ucieszyło...
— Allah wynagrodził go za krzywdę, którą ja mu wyrządziłam — pomyślała z ciężkiem westchnieniem.
— No, a teraz — ubierać się! — rozkazała Senora.
Arabka przyniosła jakieś pstre, czerwone, żółte i zielone szmatki, które się okazały suknią cygańską, odsłaniająca ramiona, piersi i nogi wyżej kolan.
Gdy włożono na Aziza ten strój, góralka zapytała:
— Dajcie mi teraz długą koszulę, szaty dolne, burnus i haik... Kobiety znowu parsknęły śmiechem i odeszły, rzekłszy:
— Natychmiast...
Aziza pozostała sama. Siedziała na łóżku i myślała nad tem, że ujrzy niebawem męża, że nie będzie śmiała patrzeć mu w oczy, bo nie może powiedzieć mu o Saffarze... Saffar! Przypomniała sobie jego cichy, zakradający się do serca głos, jego oczy gorejące, pokorne ukłony i pieszczoty płomienne...