Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie nasz to wynalazek, ekscelencjo... Niech Pan Bóg broni! My naśladujemy tylko...
— Zwizdulin, objaśnij mi to! Jakżeż gracie? Wszystko widziałem i słyszałem, jakeście mnie Rybnikowym bili... No, czego się wahasz? Przecież cię nie zjem. Opowiadaj!
Zwizdulin przez dłuższy czas był zażenowany. Ogarnął go lęk. Wreszcie, gdy Peresolin zaczął się gniewać, parskać i poczerwieniał z niecierpliwości, — wykonał rozkaz. Pozbierał fotografje, potasował i, rozkładając je, począł wyjaśniać.
— Każdy portret, za pozwoleniem waszej ekscelencji, tak, jak każda karta, ma swoją wartość... swoje znaczenie. Tak samo, jak w talji, mamy tu 52 karty i cztery kolory. Urzędnicy izby skarbowej — to kiery, urząd gubernjalny — trelfe, funkcjonarjusze ministerstwa oświecenia publicznego — kara, kolor pikowy wreszcie reprezentowany jest przez oddział banku państwa. A teraz dalej. Rzeczywiści radcy stanu są tu asami, radcy stanu — królami, żony urzędników IV i V stopnia służbowego — damy, radcy kolegjalni — walety, radcy dworu — dyski i tak dalej. Ja, naprzykład (oto moja fotografja), jako sekretarz gubernjalny, jestem trójką.
— No, proszę... Wobec tego jestem asem.
— Treflowym, a żona waszej ekscelencji — dama...