Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nika. Gdyby przed nmi stanął zmarły przed rokiem egzekutor i przemówił grobowym głosem: „Chodźcie za mną, aniołki, tam, gdzie jest przygotowane miejsce dla wszelkiego rodzaju kanalji“, i gdyby tchnął na nich cmentarnym chłodem, z pewnością nie zbledliby tak, jak zbledli, poznając Peresolina. Niedojechowowi ze strachu krew się puściła nosem, a Kułakiewiczowi załomotało w prawem uchu i krawat sam się ze strachu rozwiązał. Urzędnicy rzucili karty, powoli wstali, spojrzeli na siebie i uporczywie wlepili wzrok w podłogę. Dobrą minutę panowała w „dyżurce“ cisza.
— Świetnie panowie przepisują sprawozdanie! — rozpoczął Peresolin. — Teraz rozumiem, dlaczego panowie tak się lubią nad niem męczyć. Coście robili przed chwilą?
— Myśmy tylko na momencik, ekscelencjo... — szepnął Zwizdulin. — Oglądaliśmy fotografje... odpoczywaliśmy.
Peresolin podszedł bliżej i leniwie poruszył ramionami. Na stole nie było kart. Natomiast leżały tam fotografje zwykłego formatu, zdarte z tektury i naklejone na karty do gry. Fotografji było dużo. Przyjrzawszy się im, Peresolin poznał siebie, swoją żonę, wielu podwładnych, znajomych.
— Co za głupie gadanie?... Jak wy w to gracie?