Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


okrywaj nas wstydem. Nie rozkazuję, lecz błagam! Do teatru też pewnie lubisz chodzić?
I tak dalej... Wreszcie zdecydowaliśmy, poza szampanem oczywiście, kupić mu krzesło na abonamentowe przedstawienia w teatrze, potroić pensję, zafundować parę karych cugantów, co tydzień wysyłać go „trójką“ do podmiejskich knajpek — wszystko, rzecz prosta, na koszt przedsiębiorstwa. Krawiec, cygara, fotografje, kwiaty na benefisy aktorek, umeblowanie mieszkania — też opłacało nasze przedsiębiorstwo. Niech się pławi w rozkoszy, tylko, na miły Bóg, niech nie kradnie! Rób co ci się żywnie podoba, tylko nie bądź złodziejem!
No i cóż? Od przeszło już roku Iwan Pietrowicz zajmuje stanowisko kasjera i brak nam słów na pochwały. Jest uczciwy i skrupulatny... Nie kradnie... Zresztą podczas cotygodniowej rewizji konstatujemy, że w kasie brak jakichś tam dziesięciu do piętnastu rubli. Ale czyż to są pieniądze? Ot, drobnostka, o której nie warto nawet mówić. Coś nie coś trzeba przecież złożyć w ofierze na ołtarzu instynktu kasjerskiego. Niech żre, aby tylko nie kradł tysięcy.
Teraz rozkoszujemy się formalnie... W naszej kasie zawsze są pieniądze. Prawda, kasjer kosztuje nas bardzo drogo, jednakże, trzeba mu oddać sprawiedliwość, jest on o wiele tańszy od dziewięciu swoich poprzedników. Mogę zaręczyć,