Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znawanych dotąd uczuć radosnych i raz jeszcze rozpłakał się.
W domu czekała nań nowa radość. Tam bowiem rodzina, przyjaciele i znajomi urządzili mu taką owację, że zaczął wierzyć, iż istotnie wielce zasłużył się ojczyźnie i że gdyby nie on, to bodaj kruchoby z nią było. Obiad jubileuszowy składał się z samych toastów, przemówień, pocałunków i łez. Słowem, Żmychow nie mógł się spodziewać, że zasługi jego będą tak gorąco przyjęte do serca.
— Panowie! — mówił przed deserem jubilat — dwie godziny temu otrzymałem zadośćuczynienie za wszystkie udręki, przypadające w udziale urzędnikowi, który kieruje się obowiązkiem, nie zaś formą i martwą literą prawa. Przez cały czas służby mojej bezwzględnie trzymałem się zasady: nie publiczność dla nas, lecz my dla publiczności. I oto dzisiaj obdarzony zostałem najwyższą nagrodą! Moi podwładni ofiarowali mi album... Ten oto! Jestem wzruszony.
Uroczyste fizjognomje nachyliły się nad albumem i zaczęły go oglądać.
— Piękny album! — oświadczyła córeczka Żmychowa, Ola. — Kosztuje chyba z 50 rubli. Wspaniały! Tatku, daj mi ten album. Dobrze? Schowam go. Taki śliczniusi. — Po obiedzie, Oleńka zaniosła album do swego pokoju i schowała do szuflady. Nazajutrz powyjmowała zeń fotografje urzędników, rozrzucając je po podłodze, i powstawiała podobizny swoich koleżanek z pensji. Galo-