Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wionej osoby? Cóż ty sobie myślisz, że jak on stary i słaby, to już nikt się za nim nie ujmie? Jak ci ją przytem nie zamaluję w nalany sadłem pysk! Ze dwa razy oberwała. A ona jak się zacznie wydzierać! Mówię ci, narobiła takiego wrzasku, że się aż mury trzęsły. Zatkałem uszy i w nogi. Dopiero po upływie dwu godzin znalazł mnie w lesie jakiś wyrostek: „Pan woła“ — powiada. Idę. Wchodzę. Siedzi napuszony, jak indyk i nie patrzy na mnie.
— Cóż pan tu — mówi — w moim domu wyprawia?
— Jakto wyprawiam — pytam. — Jeżeli wasza ekscelencja ma na myśli Nikitisznę, to przecież ja się tylko za waszą ekscelencją ująłem. „Nie wtrącaj się pan do cudzych spraw rodzinnych“. Rodzinnych! Rozumiesz? I wypalił ci mi takie pater noster, któregom ledwie nie przypłacił życiem. Prawił, gadał, zrzędził, aż tu nagle, zupełnie bez powodu, parsknie śmiechem. Że też pan sobie z nią poradził! Żeś się pan na coś podobnego ważył? Dziw nad dziwy! Mam jednak nadzieję, mój drogi, że cała ta historja pozostanie między nami... Rozumiem pańskie uniesienie, jednakże po tem, co zaszło, pańska obecność w moim domu jest niemożliwa“. Ot tak... Pojmujesz? Nie mógł wyjść z podziwu, żem się odważył gruchnąć tę nastroszoną samicę. Zupełnie go zawojowała. Radca tajny, ma order Orła Białego, nie uznaje żadnej zwierzchności nad sobą, a baba go trzyma w niewoli... Kolosalne przywileje mają kobiety!...