Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzi z łyków awansowała go na... idjotę. Zresztą ślubna — więc słuszne jej prawo... Jak świat światem ślubne żony wymyślają mężom, ale teraz nie ustępują im, proszę ja ciebie, i nieślubne. Na co te sobie pozwalają, to przechodzi ludzkie pojęcie! Do końca życia nie zapomnę pewnej historji, która mnie omal o zgubę nie przyprawiła. Chyba tylko modlitwy rodziców wyciągnęły mnie z opresji. Pamiętasz? W zeszłym roku nasz generał, wyjeżdżając na urlop, wziął mnie do siebie na wieś. Miałem prowadzić korespondencję... Roboty prawie żadnej. W godzinem wszystko „odwalił“. Po pracy na spacerek do lasu lub do kredensu na ploteczki... Jak ci wiadomo, nasz generał tkwi dotychczas w kawalerskim stanie. Prowadzi dom bogato. Służby, jak psów, a żony niema. To też gospodarstwo kulało. Służba rozpuszczona jak bicz dziadowski, nieposłuszna... a wszystkiem rządzi jędza gospodyni, Wiera Nikitiszna. Ona herbatę z samowaru nalewa, obiad dysponuje, pokrzykuje na lokajów... Baba, jednem słowem, obrzydliwa, sekutnica i wilkiem jej z oczu patrzy. Gruba, czerwona, jak rak, i wiecznie rozwrzeszczana... Jak krzyknie na kogo, to ci takiego wrzasku narobi, że najchętniej byś z domu uciekł. Ten jej wrzask był najbardziej drażniący. Boże Święty! Nikomu folgi nie dała. Wszystkim do oczu skakała, jak kot. Nie dość jej było służących. Dobiera się szelma do mnie!... No, myślę sobie, pokażę ja ci, gdzie raki zimują! Wybiorę stosowną chwilę i wszystko