Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


go takiego człowieka? Kochać go... Wsłuchiwać się w bicie jego serca... Kroczyć z nim ramię przy ramieniu... Cierpieć... dzielić radości... Proszę mnie zrozumieć! Zrozumieć proszę!...
Łzy trysnęły z oczu Miszy... Zatrząsł rozpaczliwie głową i skłonił ją na jej piersi... Rozpłakał się i chwycił Marję Siemionownę w objęcia...
Strasznie niewygodnie jest siedzieć na tych kozetkach! Chciała się uwolnić z objęć, pocieszyć go, uspokoić... On jest taki nerwowy! Podziękuje mu za jego przywiązanie do męża... Ale nie można jakoś wstać!
— Proszę go kochać... Nie zdradzać go... Błagam panią! Wy... kobiety... takie lekkomyślne... nie rozumiecie...
Misza nie wyrzekł więcej ani słowa... Język mu się zaplątał i zamarł...
Po pięciu minutach wszedł po coś do jej buduarku Iwan Pietrowicz... Nieszczęsny! Dlaczego nie wszedł wcześniej? Gdy zobaczyli zsiniałą twarz zwierzchnika, zaciśnięte jego pięści, gdy usłyszeli głuchy, zdławiony głos, zerwali się...
— Co ci się stało? — zapytała blada Marja Siemionowna. — Zapytała, bo przecież trzeba było coś powiedzieć!
— Ale... ale ja przecież szczerze, wasza ekscelencjo! — wykrztusił Misza. — Słowo honoru, że szczerze!