Strona:Anton Czechow - Partja winta.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Dwuch w jednym...

Nie wierzcie tym judaszom, kameleonom! W naszych czasach łatwiej jest stracić wiarę, niż zgubić starą rękawiczkę. Właśnie ja ją straciłem.
Było to wieczorem. Jechałem tramwajem. Jako osobistości na wysokiem stanowisku, nie wypada mi, co prawda, jeździć tramwajami, ale tym razem byłem w obszernem futrze i mogłem się wtulić w kuni kołnierz. I jakby nie było — taniej jest, proszę kogo... Nie bacząc na mróz i późną godzinę, wagon był przepełniony. Nikt mnie nie poznał. Kuni kołnierz pozwalał mi zachować incognito. Jechałem sobie, drzemałem i obserwowałem tych maluczkich...
— Nie, to nie on! — pomyślałem, patrząc na jednego maleńkiego człowieczka w zajęczem futerku. — To nie on! Ależ to on! On!...
Tak myślałem, wierzyłem i nie wierzyłem własnym oczom...
Człowieczek w zajęczem futerku był niezwykle podobny do Iwana Kapitonycza, jednego