Strona:Anioł Stróż Chrześcianina Katolika.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nademną ręka Twoja; — nawróciłem się w ucisku moim, gdy we mnie utkwiło ciernie.
Grzech mój oznajmiłem Tobie, — a nieprawości mojéj nie taiłem.
Rzekłem: wyznam przeciwko sobie niesprawiedliwość moję Panu, a Tyś odpuścił niezbożność grzechu mego.
Dla tego będzie się modlił do Ciebie wszelki święty, — czasu przygodnego.
Wszakże w potopie wód wielkich, do niego się nie przybliżą.
Tyś jest ucieczka moja od utrapienia, któe mię ogarnęło; — Boże, radości moja! wyrwij mię od tych, któzy mię otoczyli.
Dam ci rozum i nauczę cię na drodze téj, któą pójdziesz, — i umocnię nad tobą oczy moje.
Nie bądźcież jako koń i muł, — którzy nie mają rozumu.
Wędzidłem i uzdą ściśnij szczęki tych, którzy się przybliżają do Ciebie, Panie!