Strona:Angelo De Gubernatis - Maja.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz któraż piękność chce kwitnąć w ukryciu
W kwiecie jej, kwitnie żądza objawienia,
A że się piękno ma pojawić w życiu,
Musi rozedrzeć kwef swego odzienia –
Kędyż widziałeś piękność na tej ziemi
Coby się kryła z wdziękami swoimi,
Zmuszona tylko, zarzuca kwef śnieżny
Z pod niego jeszcze, uśmiech jej lubieżny
Wabi ku sobie wielbiciela oko!
Patrz! ten tulipan kwitnący wysoko
Na stromych górach, z obsłonek nasienia
Wyjrzał, już siłą żywotności całej
Prze się ku życiu, z ciasnych szczelin skały,
By błysnąć światu barwami kwitnienia!
Komu wśród duszy piękna myśl zadzwoni,
Ten się jej kształtów żądzy nieobroni,
Aż w słowie, albo pismie ją wyzłoci,
Takiem odwieczne piękna było prawo,
Treść jego na „Jej“ jaźni się spełniła,
Świat swój odwieczny, boska, porzuciła,
By się okazać, już ujętą zjawą,
Światu, co z ducha i zmysłu złożony –
W obojgu kształt jej już odzwierciedlony
Błysnął, z nią wszędzie zabłysła pociecha
Tysiączne imię jej wtórzyły echa, –
Jeden jej promień na anioła strzelił,
Polotem życia wszystkich uweselił,
I wszyscy święci (co świętość czuć godni)
Imię jej wtórzą, pięknu nieodrodni,
I rozśpiewane wszelkie niebios twory,
Co się w błękitach nurzają bez końca,
Orłując w blaskach eterów jak słońca