Strona:Angelo De Gubernatis - Maja.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeszcze zgryzota, co po twardej drodze
Chadzać świadoma, przybrana w łachmany,
Może napotkać dzień swój... losu zmianę...
Jakiegoż cudu żebrak byłbym zdolny,
Bym nim od ciebie część moją wydartą
Miał znów odzyskać?

ARI.

Wszak jesteś ubogi,
Wszak nie masz innej troski, jak łagodzić
Głód twego syna Sunaseppy; a więc
Więcej zgryzoty, niż radości z syna.
Nieszczęsne chłopię co dnia twoje oczy
Bodzie swą nędzą, a ojcowska czułość
Wzrasta z dniem każdym, a ta troska długa,
Tak długa, że ją tylko śmierć zakończy,
Ta troska sercu twemu jest straszliwą!

AGIGARTA.

Cóż dalej? czuły nędzy mej malarzu!

ARI.

Ofiara z człeka – oto rzecz konieczna,
Której potrzeba, by króla przy życiu
Utrzymać – króla, dobrego Warunę.
Wszak gdy na wojnę idą nasze syny,
Za sprawę króla giną tysiącami.
I ta krew właśnie, przelana, tysięcy,
Daje królowi sen tem łagodniejszy,
I milej jego kołysze marzenia.
Owoż dla życia królewskiej osoby,
Krew pacholęcia, szlachetna, niezbędna!
Ja, jako bliższy królewskiej osoby,
Miałem poświęcić mojego Rudira,
Ale on nazbyt życie kocha... młody!