Strona:Angelo De Gubernatis - Maja.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


RUDIR.

A ty mię oddałeś!
Więc słuchaj: znam ja człeka, co nas godzien,
Co w nędzy jęczy, w nędzy ciężkiej, strasznej,
A ma jednego syna…

ARI.

Milcz Rudirze!
Zaż nie wiesz, że mi Agigarta bratem?
Że mi bratankiem Sunaseppa?

RUDIR.

A ja?
Ja tylko synem.

ARI.

Dość!... Jakże go skłonię?
Jak ten haniebny układ mam rozpocząć?
Jak go pozyskam?... Ach! wszak on pamięta
Przekory nasze, wszystkie nasze złości
I krzywdy straszne, któremi bogaty!...
A nienawiścią ku nam, jego nędza
Swą chudość pasie… Ha! dzień zapisany.
Dzień ten obmierzły, w którym jego zemsta
Zejdzie i plonem krwawym nam odpłaci!

RUDIR.

Ba! tak subtelnie głód nie rozumuje.
Gdy go nakarmisz, głuchy jego lament
Przejdzie i miejsca ustąpi milczeniu.
Skałami temi schodzi co wieczora
Do stóp barłogów zacny stryj dobrodziej,
Coś pomrukując sobie, na spoczynek,
Więc go zatrzymaj, zagadnij przyjaźniej,
Niż zwykłeś czynić – a handelek składny
Wszczynaj pomału i wahaj się długo,