Strona:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to było... Wy tam między sobą mówicie: Leon nie ma nerwów, Leon nie ma serca, Leona nie można polubić, to tylko maszynista, nakręcający nas, jak automaty — on w nas nigdy nie widzi człowieka...
Kama milczała, bo tak, temi samemi nawet słowami mówiono o nim zazwyczaj.
— ... O, gdybym ja taki był... Taki mocny! Takich ludzi niema w Polsce. Na nasze czasy, na naszą piekielną, targającą człowiekiem walkę, trzeba, żeby bojowiec nie myślał nic innego, tylko to, czego chce od niego „robota“ — jak my to nazywamy po naszemu. My — narzędzia, machiny do ciskania bomb, szpiegi, podkradające się chyłkiem pod wroga, rycerze nocy... Tak o nas mówią a zresztą... Czyż wszystko jest piękne, romantyczne w naszej walce? Czy wszystko już okupi i zmaże stryczek, który nas nie minie, czy katorga? Czy niema strasznych, obrzydliwych konieczności, przed któremi wzdrygnie się normalny, uczciwy człowiek? A nam się cofnąć niewolno! Czasami taką rzecz zrobi tylko człowiek jakiś osobliwy i takiego trzeba między sobą znosić, używać go, póki nie zdradzi, kiedy mu założą stryk na szyję, lub póki mu się w łeb nie strzeli... Co ty znasz, co ty wiesz, dziewczyno...
Kareta toczyła się zwolna. Jechali wciąż niewiadomo dokąd, przez obcy jakiś kraj. Coś nieznanego otoczyło nagle Kamę. Jak gdyby dopiero teraz poznała, co czyniła i na co się to ona ważyła. Rzeczy, przeżywane zwyczajnie, powszednio,