Strona:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Poczuła władzę nad sobą, lekkość i siłę w poruszeniach.
Cokolwiek miało nastąpić, było to logiczne, jasne i do głębi zrozumiałe. Cokolwiek miała dokonać, było to dobre, pożądane, łatwe. Uśmiechnęła się do swojego szczęścia. Przez dalekie, rytmiczne jęczenie, którego miała pełną głowę, słyszała jednak wyraźnie, co mówiły do niej rozbawione, sprzedające panie i słyszała swój własny odziwniały głos, swój śmiech i swoje puste słowa. Potem, mijając wielkie drzwi głównego wejścia, spokojnem okiem zajrzała w głąb szerokich schodów, którermi miało wejść jej przeznaczenie.
Nigdy nie czuła takiej rzeźkości, wesela i siły. Przestał jej dolegać ciężar pocisku, który wisiał pod żakietem u paska na płaskim stalowym haku. Nie czuła żadnego wysiłku przy poruszaniu się z miejsca na miejsce. Płynęła jak gdyby ponad ziemią. Już zapomniała o swoich dręczących, niepodobnych do rozwikłania myślach. Napadła ją pustota, lekceważenie wszystkiego i szczera potrzeba wesołości.
Zewsząd zastępowały jej drogę pokusy. To kupić wielki pleciony fotel i patrzeć, jak ten potężny i złowrogi Leon, jako posłuszny lokaj będzie musiał nieść go przez całą salę. To ukryć się gdzieś między labiryntem sklepów, zaszyć się w tłum, zginąć, uciec i śmiać się w duchu z ponurych spojrzeń Leona. Mimowoli głośno roześmiała się, może za głośno, ale nigdy nie widziała tak prześmiesznej zabawki: stoi pajac na rozkraczonych nogach, z pa-