Strona:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zapewniali, że nikt oprócz nich dwu nie wie o istotnym celu przygotowań.
Około dziewiątej przygalopował zaalarmowany oddział huzarów. Kareta stała gotowa i dwaj adjutanci z minami, sadzącemi się na oznaki męstwa. Generał już w futrze schodził ze schodów, czyniąc pod mikołajewskim płaszczem nieznaczne znaki krzyża. Serce mu biło mocno, coraz mocniej, jeszcze mocniej. Zachwiał się i upadł.
Wezwany lekarz skonstatował symptomaty nerwicy serca.
Odbyło się konsylium, zalecono wypoczynek, i generał zaczął rozmyślać nad tem, w jaki sposób zredagować podanie o dwumiesięczny urlop.



Orkiestra grała hucznie ostatni swój kawałek. Znać w nim było radość muzykantów, że nareszcie będą mogli pójść do domu. Był to hałaśliwy jakiś marsz. Jeszcze przed chwilą w umyśle Kamy tlał płomyczek nadziei, przed chwilą jeszcze, wbrew wszelkim oczywistościom, nie wyobrażała sobie, żeby szary realizm życia mógł zdeptać i wyszydzić wszystko, co było tak niesłychane.
Od dwu godzin żyła w ekstazie, wśród cudów, ponad bytem. Krążyła wśród tłumu, była przytomną, uśmiechała się, widziała i słyszała wszystko wokoło siebie. Od dwu godzin doznawała upajającej rozkoszy spoglądania z za świata na rzeczy ludzkie. Dziwnemi stawały się rzeczy najzwyklejsze. Inne, nikomu niewiadome, jej jednej tylko