Strona:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A jednak sołdat bratał się z polskim buntownikiem i skrytobójcą...
W cóż w takim razie można jeszcze było wierzyć?
Generał zaczął się upijać. Pił samotnie, wieczorami. Pokrzepiał się, jak mógł — mógł przynajmniej spać twardo do rana. Inaczej nie mógłby zasnąć — bo do szaleństwa doprowadzała go myśl, że ginie Rosja.
Ze strachem patrzył teraz w oczy żołnierzy, stojących na warcie w zamku. A widząc struchlałe, bezmyślne spojrzenia sołdackie, wlepione w niego, jeszcze nie wierzył.
— Przekłuje mnie tym oto kazionnym bagnetem — myślał.
A ponieważ na takie niebezpieczeństwo nie było żadnej rady, przeto przestał wychodzić ze swego gabinetu i przylegających dwu pokoi. Wzmocnił za to działalność raportową, i władze centralne na mocy dokumentów miały zupełnie dokładne pojęcie o jego gorliwości. Raz struchlał, otrzymawszy oficjalne zawiadomienie z Petersburga, że jakiś wielki książę z wielką księżną wybierają się zagranicę i mają przejeżdżać przez Warszawę.
To jedno mogło go zmusić do opuszczenia swojej fortecy. Ale genjalny dyrektor kancelarji przynosił mu natychmiast gotowy tekst telegramu, oświadczając, że osoba jego jest nieustannie tropiona przez rewolucjonistów, że wobec tego nawet tak krótki moment, jak powitanie na dworcu Ich Cesarskich Wysokości, może sprowadzić na Ich