Strona:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gotowane różne swoje kwestje, zainteresowanie i ciekawostki natury psychologicznej, które w tych nieszczęśliwych okolicznościach miały mu słodzić dolę, a zarazem rozszerzać zakres jego doświadczeń.
Nie był to również strach przed przypadkowym wybuchem, albowiem doktór wiedział, że będzie to tylko ułamek sekundy, po którym nastąpi jakieś bezbrzeżne nic. I dość mu było wiedzieć, żeby spokojnie przebywać w jednym pokoju z niebezpiecznym przedmiotem.
Cóż więc to było?
Zerwał się z kanapy i, skradając się po cichu, jak gdyby w pokoju był ktoś, kogoby nie chciał obudzić, stanął nad biurkiem. Futerał był nowy i mocno pachniał skórą. Rzemyk spuszczał się z biurka i dotykał podłogi. Ostrożnie owinął go doktór dookoła pudełka, wyrównał i stał, patrząc.
Martwy przedmiot nic sobie nie robił z jego przenikliwych oczu, ani z przesubtelnych myśli, ani z bezpośrednich pytań. Stał, gdzie go postawiono, i będzie stał do końca świata, jeżeli go nie ruszą. Gdy go kto ciśnie o ziemię, rozerwie wszystko dookoła z jednakową energią — czy to będą carscy siepacze, czy bojownicy rewolucji, czy przechodnie na ulicy, ludzie starzy, młodzi, źli, dobrzy, głupi czy mądrzy, potrzebni czy niepotrzebni. Będą leciały z okien szyby, będzie ogólne przerażenie.
Pocisk zniknie w chaosie gwałtownych reakcji chemicznych, zostanie dym, zjadliwy zapach i czerepy powłoki zewnętrznej, utkwione w okrwa-