Przejdź do zawartości

Strona:Anatol France - Poglądy ks. Hieonima Coignarda.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

-morderców. Poznałem w Séez pewnego poczciwca o pogodnem usposobieniu, pełnego jowjalności, który brał na kolana dzieci i opowiadał im historyjki. Wiódł żywot przykładny, przystępował do św. sakramentów i dumny był z wypróbowanej uczciwości w handlu zbożem, który prowadził od lat sześdziesięciu, czy dłużej nawet. Przydarzyło się pewnego dnia, że służąca skradła mu kilka dublonów, pięknych dukatonów, prosto z mennicy i inne jeszcze złote monety, które trzymał w puzderku na dnie szuflady, radując się ich widokiem. Zauważywszy stratę wniósł skargę do sądu, poczem służącą przyaresztowano, przesłuchano, osadzono, skazano i powieszono. Poczciwiec, znający zakres swych praw zażądał skóry złodziejki, a gdy mu ją dano, kazał sobie zrobić rajtuzy. Często bił się prętem po pośladkach i wykrzykiwał: — A ty szelmo! A ty łajdaczko! — Dziewczyna zabrała mu złoto, on jej tedy zabrał skórę i zemścił się poprostu, bez filozofji, z całą prostotą i uczciwością dzikiego zwierzęcia. Nie sądził iż spełnia obowiązek szczytny, waląc się radośnie po bokach, obciągniętych ludzką skórą.
Należałoby zgodzić się, że wieszając winowajce spełnia się akt ostrożności, służący za postrach innym, a porzucić raz na zawsze zbrodniczą formułę wymierzania każdemu co mu się należy.