Przejdź do zawartości

Strona:Anatol France - Poglądy ks. Hieonima Coignarda.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

kiem jechali trębacze i dęli z taką mocą w surmy, iż mieszkańcy, słysząc po domach swych owe wrzaski, padali na kolana i zanosili do Boga modły za duszę tej, która za chwilę umrzyć miała. Za trębaczami jechał konno zastępca prokuratora królewskiego w otoczeniu służby. Za nim jechała na czarnym wózku, skazana ze stryczkiem na szyi, jak chciał wyrok parlamentu. Towarzyszyło jej dwu Ojców Jezuitów i dwu Ojców Kapucynów, pocieszając ją i pokazując Chrystusa, umierającego na krzyżu. W pobliżu znajdywał się kat z toporem i jego żona z nożyczkami. Oddział łuczników otaczał wózek skazanej, a z tylu cisnął się kto mógł i wielki hałas czynił ten tłum, złożony z drobnomieszczan, piekarzy, rzeźników i mularzy, oraz hord dzieci obojga płci.

Orszak zatrzymał się na placu, zwanym Morimont[1] nie dlatego jednak, że tutaj odbywały się egzekucje zbrodniarzy, ale z powodu że stał tu dawnymi czasy pałac dostojnika Kościoła tegoż nazwiska, posiadającego brylantowy krzyż i mitrę książęcą. Szafot z belek zbudowany był na kamiennych schodach, przytykających do małej kapliczki, gdzie zazwyczaj zakonnicy odprawiali modły za duszę skazańca.

  1. Dosłownie „Góra śmierci“. Przyp. tłum.