nawet konieczna. Jest mu ona bliższą niż pokój, który też uważać można za odpoczynek pomiędzy dwoma wojnami. Stąd to pochodzi, że książętom starczy najbłachszy pretekst, największe głupstwo, by rzucić swe armje przeciw sobie wzajem. Powołują się na swój honor, którego drażliwość przechodzi wprost granice przyzwoitości. Jedno tchnienie i już powstała straszliwa plama, którą zmyć może jeno krew dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu, czy nawet stutysięcy ludzi, oczywiście stosownie do zaludnienia danego państwa.
Na pierwszy zaraz rzut oka niezrozumiałem się to zgoła wydać musi, w jaki sposób może zostać obmyty honor panującego krwią tych nieszczęśników, a raczej odrazu spostrzegamy, że są to jeno słowa pozbawione wszelkiego sensu. Tymczasem ludzie z całą gotowością dają się zabijać za te właśnie słowa.
Jeszcze ciekawszym objawem jest, że książe, który ukradnie prowincję drugiemu, dostępuje niemałej sławy zarówno u swego ludu, jak i ludu okradzionego, a taki zamach na własność, któryby został u poszczególnych obywateli ukarany ciężkiem więzieniem lub śmiercią staje się zaszczytnym u księcia, chociaż dokonał go na drodze krwawej, rękami swych najemnych zbirów.