że właśnie wojna i polowanie, owe dwie rzeczy, których samo wspomnienie winnoby nas przepojać uczuciem hańby i wyrzutów sumienia, albowiem nasuwa na myśl te nędzne konieczności natury, oraz zastarzałą złość i dzikość naszą, że powiadam, właśnie te rzeczy stały się substratem ludzkiej pychy, którą ludy chrześcijańskie kultywują i honorują dalej, wysoko stawiając rzemiosło rzeźnika i kata, o ile tylko trwa od wieków w danym rodzie. Czyż nie szaleństwem jest poprostu, by ludy cywilizowane czciły i wyróżniały swych obywateli wedle ilości morderstw i rzezi, jakich się dopuścili ich przodkowie i jakiemi są poprostu dziedzicznie obciążeni?
— Szlachetny mistrzu! — spytałem, gdy zamilkł na chwilę — Czy nie sądzisz, że rzemiosło żołnierskie cenione jest tak wysoko z powodu niebezpieczeństw na jakie naraża, oraz odwagi, której wymaga koniecznie i bezwzględnie?
— Chłopcze mój, — odparł — jeśli zawód człowieka ma być ceniony wedle stopnia niebezpieczeństwa na jakie naraża i w miarę tego stawiony najwyżej, to pierwszymi szlachcicami i diukami państwa winniby być robotnicy i chłopi, gdyż nie zawaham się twierdzić, że robotnik w pracy rękodzielniczej, czy kopalni, albo na okręcie, a chłop na roli są najbardziej narażeni