Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Ach takbym chciał, aby dzień był jeszcze dłuższy, abym więcej zarabiał. Tyle dzieci potrzebuje nauki, a tu ciągle brak na to pieniędzy.




Wieczorem, gdy wróciliśmy już do domu i leżeliśmy w łóżeczku, marzyłem o tem, aby zostać sławnym adwokatem i mieć dużo pieniędzy na kształcenie ubogiej młodzieży.
Uniwersytet skończyłem, lecz adwokatem nie zostałem. Zostałem nauczycielem.
I obecnie, gdy nieraz bieda mi trochę dokuczy, przypominam sobie opowiadanie dziadka i z pogodną już twarzą idę na lekcje, aby choć w ten sposób spełnić swe szlachetne marzenie dziecięce.
Jeżeli jestem porządnym człowiekiem, to dlatego, że nie sprzedaję się za pieniądze, pamiętając na słowa owego pastuszka-adwokata, o którym wam poprzednio opowiedziałem:
— Pieniądze wówczas mają wartość, jeżeli można za nie zrobić coś dobrego.