Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jednak i na to poradzić. Przez cały czas twojej nauki, o ile będziesz się dobrze uczył, będę dawał twemu ojcu tyle co rok pieniędzy, ile warta była twoja praca.
Chłopiec nie wiedział, co robić z radości. Upadł przed królem na kolana i w zachwycie wypowiadał najwyższą wdzięczność. Wkrótce też pobiegł do ojca, aby opowiedzieć mu o szczęściu, jakie go spotkało. Biedny włościanin, dowiedziawszy się o tem wszystkiem, zabrał syna i poszedł z nim do króla aby podziękować mu za jego dobroć.
Jaś uczył się bardzo dobrze, skończył szkołę, później wstąpił do uniwersytetu, został sławnym adwokatem, i zdobył niezwykłą sławę, nigdy tylko nie mógł zrobić majątku, choć zarabiał bardzo wiele.




Tutaj dziadek przerwał opowiadanie, lecz myśmy nie dali mu jeszcze odpocząć po tak długiem opowiadaniu.
— A dlaczego, — zapytałem dziadka, ów adwokat nie zrobił majątku, kiedy zarabiał tak dużo pieniędzy.
— Bo widzicie, dzieci, — odrzekł po chwili dziadzio, ów człowiek zawsze pamiętał, ile dobrego zrobił dlań król, gdy dał na jego wykształcenie. To też wszystkie pieniądze, jakie zarabiał, przeznaczał na wspieranie ubogiej młodzieży szkolnej. Lecz choć nie miał majątku, czuł się bardzo szczęśliwym i często mawiał: