Strona:Aleksander Szczęsny - Pieśń białego domu.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
XII.

Historje ludzkie zapisują się w przestrzeni tam, gdzie my ich dostrzedz nie możemy, tak jak historja lat i czasu zapisuje się na kamieniach dawnych budowli. Tylko że historja kamieni nie jest wieczną. Kamień się rozpada, a rysy i szczerby, któremi była na nim kreśloną, tracą w ten sposób swoje znaczenie. A to, co się pozostaje, nie jest już do odczytania, tak jakby to się chciało uczynić. Dopiero ziemia, z którą zmięszało się opowiadanie kamieni i w nią wsiąkło, oddaje znów swój głos niebu w chwilach największego spokoju. Ludzie nazywają taki spokój ciszą. Ale nie jest to cisza niema, taka, jaka poprzedza jakieś przerażenie. Jest to wielkie zamyślenie, jedna ogromna modlitwa, która podnosi się w górę razem z mgłą wieczorną, aby pozostać niby jedno niemilknące echo w przestrzeni. A wtedy spotyka ona tam ludzkie historje, słowa, czyny i myśli takie nawet, które tam odeszły nie potwierdzone na ziemi kamieniem jakiejkolwiek budowy. I poznają się ze sobą te wielkie i maleńkie pojedyncze historje i śpiewają każda swoim nie dla każdego ucha dosłyszanym głosem, o wielkiej harmonji nieba i ziemi.
Są ludzie, którychby można nazwać ulubieńcami ciszy; ci, kiedy są w nią zasłuchani jakby zaczynają powoli rozumieć wielką muzykę świata. Ale jest ona tak różna od tego,