Strona:Aleksander Humboldt - Obrazy natury T1.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




U podnóża wyniosłego działu granitowego, który w młodocianym wieku ziemi naszéj, w czasach tworzenia się zatoki Antylskiéj, stanął ścianą przeciw falom morza, poczynają się obecnie nieprzejrzane równego kraju przestrzenie. Podróżując w téj okolicy, gdy się już minie międzygórskie doliny w Caracas i wysepkami zasiane jezioro Tacarigua, 1) w którego wodach, jak gdyby w zwierciadle, odbijają się nadbrzeżne banany; gdy się opuści niwy, na których blado zielonemi falami płyną łany tahickiéj trzciny cukrowéj, albo zasiada cień ponury krzaków kakaowych: natenczas, patrząc w stronę ku południowi, zatapia się wzrok w przestworzach stepów, które zwolna niby podnosząc się w dali, giną nareszcie w krańcu widnokręgu.
Napoiwszy się widokiem wybujałego życia roślinnego, wstępujesz odrazu z zdziwieniem na brzeg jałowéj, z drzew ogołoconéj pustyni. Żaden pagórek, żadna skała nie stérczy tu w sposobie wyspy na całéj niezmierzonéj przestrzeni. Tylko tu i owdzie ścianki poprzerywanych pokładów, których obszar około 200 mil kwadratowych zajmuje,