Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   19   —

dejdzie stanowcza chwila, przypomnę ci, że już czas opuścić moją chatę i iść w bój krwawy! tymczasem opowiedz mi po drodze, jaką krzywdę wyrządził, ci Gessler i za co cię uwięził w sarneńskim zamku?
— Pozwól, Tellu, że ja ci to opowiem — odezwał się Konrad. — Opowiem krótko, bo szczegóły tego opowiadania byłyby zanadto bolesne dla mego przyjaciela.
— Dowiedziawszy się, że ojciec Arnolda, Heinrich z Melchtalu, utrzymuje stosunki z wolnym hrabią Attinghausen, Gessler, z obawy, że ci spiskują na jego życie, postanowił Heinricha zgładzić ze świata, i zaprosiwszy na polowanie, uwięził go na zamku, a potym — stracił! Arnold, dowiedziawszy się o śmierci ojca, z narażeniem życia wdarł się na sarneński zamek, lecz padł ofiarą zdrady nikczemnego sługi Gesslera — Leutholda. Wtrącony do więzienia zdołał się jednak uratować...
— Dzięki twej pomocy — przerwał mu Arnold. — Kiedy zamek zaległa nocna cisza, przebrany w szaty, które mi przyniosłeś, drżącą ręką włożyłem klucz do zamku i szybkim, mocnym ruchem otwarłem ciężkie drzwi. Zachowując jaknajwiększą ostrożność, wydostałem się po wschodach na korytarz, a stamtąd na zamkowe podwórze. Ujrzawszy nad sobą sine niebo, zasiane gwiazdami, zadrżałem ze szczęścia i na chwilę zapomniałem o grożącym mi niebezpieczeństwie. Wnet jednak odzyskałem przytomność i spiesznym krokiem zbliżyłem się do furtki.
— Kto idzie? — odezwał się naraz głos odźwiernego.
— Stüssli! — odparłem — tak mi bowiem kazałeś. Obchodzę mury...