Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   17   —

i silnych ramion, nie ustał w pracy dopóty, aż łódź dobiła szczęśliwie do brzegu przeciwległego.

∗                              ∗

Gdy zbiegowie wyszli z łodzi na ląd, uścisnęli spracowane dłonie Tella, dziękując mu za uratowanie życia.
— Jestem szczęśliwy — odparł Tell — że mogłem być wam użyteczny. Czyn mój jednak nie zasługuje na podziękowanie, bo jest zwykłym obowiązkiem człowieka. Zresztą nie myślcie, żebyście tu byli bezpieczni od prześladowania Gesslera, Ma on, jak mówią Szwajcarzy, bardzo długie ręce, z których nie wypuszcza tak łatwo swych ofiar. Skryjmy się więc coprędzej w góry! Jako strzelec znam tu każdą ścieżynę, każdy najwęższy przesmyk. Bocznemi drogami przeprowadzę was do mieściny Bürglen i tam schronię w mojej chacie. Jest mi to nawet na rękę, że zagościcie w moim domu podczas zawieruchy, jaka się zaczyna w naszym kraju; będę spokojniejszy, wiedząc, że podczas mojej nieobecności, będziecie czuwali nad bezpieczeństwem mojej rodziny.
— Mówicie, że się u nas zaczyna zawierucha? — spytał Konrad.
— Nic o tym jeszcze nie słyszałem — dodał Arnold.
— Widzę, że przybywacie z kantonu Unterwalden — rzekł z uśmiechem Tell. — Nie przymawiam, lecz lud tam bardzo cichy, uległy i cierpliwy. Inaczej się dzieje w Uri i Szwyz. Gessler widząc jawną niechęć narodu, przedsięwziął różne środki, aby nie dopuścić powstania. Przedewszystkim podwyższył swym pachołkom żołd i pozwo-