Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   13   —

miał ci ściąć głowę. O, jakżem szczęśliw, że cię mogę uratować. Słuchaj pilnie, co ci powiem: Wyciągnij z pod mojej sukni węzeł i schowaj go pod tapczanem. Czy już schowałeś?
— Tak.
— To dobrze. Jest to żołnierskie ubranie jednego z pachołków księcia. Przywdziej je i gdy cisza zalegnie zamek, otwórz ostrożnie drzwi i wydostań się na korytarz. Tam, przy drzwiach, wiodących na podwórze, będzie stała halabarda. Weź ją i skieruj się na lewo ku bramie. Koło baszty w murze są małe ukryte drzwiczki, przez które wydostaniesz się po za ogrodzenie zamku. Drzwiczki będą otwarte. Gdyby cię kto na podwórzu zaczepił, odpowiedz mu cienkim głosem, że jesteś Stüssli i obchodzisz mury.
— Czy wszystko zrozumiałeś?
— Wszystko — szepnął Arnold. — Nie wiem tylko, komu zawdzięczam moje ocalenie.
— Jestem brat Konrad, dawny przyjaciel twego ojca. Nie mogłem go wyrwać ze szponów Gesslera, bo zaufany człowiek, który wówczas dorabiał klucz do tej celi — zaniemógł. Klucz otrzymałem zapóźno. Przydał się jednak dla ciebie. Dowiedziawszy się, że cię wtrącono do tego samego lochu, w którym, zginął twój ojciec, wymogłem na Gesslerze, żeby mi pozwolił cię wyspowiadać – no i tuszę nadzieję, że tym razem plan się uda. Ażeby uniknąć zemsty Gesslera, dziś jeszcze opuszczę zamek i będę czekał na ciebie w chacie rybaka Ruodiego nad brzegiem jeziora.
To rzekszy, mnich powstał i pożegnawszy Arnolda znakiem krzyża, rzekł, opuszczając więzienną celę: