Strona:Aleksander Arct - Spiskowcy (1907).djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   11   —

— Czekajcie! — rzekł książę i sięgnąwszy po leżące na fotelu dwa duże worki, wypchane srebrnikami, skinął na Leutholda.
— Leutholdzie! — rzekł, podając mu jeden worek. — Oto tysiąc rappów[1] za twoją wierną służbę. Drugi worek, zawierający tyleż pieniędzy, przeznaczam na hulankę dla mojej dzielnej czeladki. —
— Niech żyje potężny książę! Niech żyje! — zakrzyknęli żołdacy i rażąc nieszczęsnych jeńców uderzeniami halabard, wywlekli ich z książęcej komnaty.

∗                              ∗

Wtrącony do ciemnego lochu, nieszczęsny Arnold osunął się na wilgotny tapczan i długi czas leżał w rozpaczliwym odrętwieniu. Oprzytomnił go wreszcie gruby głos, dolatujący z góry:
— Hej, ty zbóju! Rusz się i odczep z haków chleb i kubeł z wodą.
Spojrzawszy w górę, Arnold dostrzegł w su ficie kwadratowy otwór, przez który na grubej linie, opatrzonej na końcu hakami, spuszczano kubełek, napełniony wodą i bochenek chleba.
— Czy już odczepiłeś? — dał się słyszeć ten sam głos.
Arnold milczał.
Po chwili kubełek i chleb uniosły się w górę.
— Takiś to, zbóju! — krzyknął gniewnym głosem dozorca. Chcesz się zagłodzić, lecz ci się to nie uda. Zaraz doniosę o tym księciu.

— Donoś komu chcesz! Wszystko mi jedno — szepnął Arnold i pogrążył się w głębokiej zadumie.

  1. groszy