Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/403

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wydział lekarski krakowski, dorównywający w wiekach XV i XVI dobrym nawet zagranicznym i wielokrotnie wtedy przez cudzoziemców odwiedzany, nie posiadał wówczas już nawet cienia swej dawnej świetności; przez lata całe niejednokrotnie stanowił go tylko jeden, jedyny profesor, nie mogący oczywiście, chociażby nawet był posiadał zasób naukowy nadzwyczajny, zastąpić całego grona nauczającego[1].
W Zamościu wydział lekarski, nie kwitnący nigdy, już około r. 1700 przestał istnieć zupełnie[2]; w Wilnie wprawdzie w r. 1641 przez króla Władysława IV ustanowiony został wydział taki, ale jezuici, którym akademia tamtejsza powierzoną była, nie śpieszyli się z urządzeniem go do tego aż stopnia, że dopiero w lat kilka po zniesieniu ich zakonu, w r. 1781 w mieście tem zaczęto wykłady nauk lekarskich[3]. Wobec takiego stanu rzeczy kształcenie się w kraju na lekarza stawało się niemożliwem, a szukanie nauki zagranicą było kosztowne i dla niewielu dostępne. Zamożniejsza młodzież szlachecka, posiadająca środki na wyjazd, byłaby wtedy uważała za ujmę czci swej oddanie się zawodowi lekarskiemu; mieszczaństwo ówczesne zabawiało się albo rzemiosłem, albo handlem i synów swych na kosztowne uniwersytety nie zwykło było posyłać; zdarzały się wprawdzie wyjątki, ale bardzo nieliczne tylko; o włościanach nie masz nawet co i mówić, chociaż i pomiędzy nimi wyjątkowo zdarzali się ludzie nauce oddani[4]. Dopiero za panowania Stanisława Augusta stan rzeczy tych zaczął się mieć ku lepszemu. Nieśmiertelne zasługi Konarskiego już za poprzedniego króla podniosły w oczach narodu znaczenie nauki wogóle i zachęciły do ubiegania się o nią, a zamknięcie szkół jezuickich, jak zmora dławiących wszelki rozwój oświaty prawdziwej, stało się dla niej dobrodziejstwem nieocenionem, wydobywając ją z niewoli wiekowej. W tym to czasie, gdy zasiew Konarskiego już kłosić się zaczynał, gdy brzask jutrzenki przebijał i rozganiał pomału zatęchły mrok gnuśnej przeszłości, przyszedł na świat mąż, w którego żywocie teraz rozpatrzyć się mamy. Dojrzewał w pierwszych latach panowania Stanisława Augusta, a zmężniawszy, sam niemało przyczyniał się do niecenia światła, któremu służył przez życie całe.
Walenty Gagatkiewicz urodził się d. 10 lutego r. 1750 w Warszawie, gdzie ojciec jego, mieszczanin warszawski, był chirurgiem, czyli, jak wówczas mówiono, cyrulikiem; odumarł syna w pierwszych latach dzieciństwa, a matka po krótkiem wdowieństwie wyszła powtórnie za mąż za Filipeckiego, kolegę pierwszego męża swego, człowieka zamożnego i widocznie pod względem naukowym wyżej stojącego od ogółu naszych cyrulików ówczesnych. Pasierb znalazł w ojczymie pełnego serca i rozumu opiekuna, który się wychowaniem jego zajmował z pieczołowitością prawdziwie ojcowską.

Odbywszy nauki początkowe w szkołach jezuickich, Gagatkiewicz oddany został następnie do konwiktu ks. pijarów, tak chlubne miejsce zajmujących w dziejach oświaty naszej. Chłopiec bardzo zdolny i pracowity, z najgorliwszą pilnością ćwiczył się tam we wszystkich naukach, mogących mieć związek z przyszłym stanem jego, zdradzał albowiem już w dzieciństwie wielki pociąg do zawodu lekarskiego, a zacny ojczym umacniał go w tem zamiłowaniu. Szkoły ukończył jako uczeń wzorowy w wieku tak młodym, że nie można było myśleć o wysłaniu go bezpośrednio na uniwersytet, żeby jednak nie tracić czasu, oddano go tymczasowo na dwa lata do apteki Wasilewskiego, słynącego wtedy w Warszawie ze swej uczoności zawodowej. Pod okiem tego światłego męża młody Gagatkiewicz wyuczył się początków chemii, zapoznał się z botaniką i nabył wiadomości z dziedziny farmacyi, co wszystko w czasie późniejszym bardzo mu się przydało. Ponieważ o dalszem kształceniu się w kraju nie było co myśleć, posłał go więc ojczym do Paryża, gdzie przez lat sześć przykładał się do nauk lekarskich, uczęszczając na wykłady i kliniki najsłynniejszych wówczas profesorów. Z zapałem i pilnością niezwykłą pracował szczególniej nad anatomią i fizyologią pod przewodnictwem Sabatiera, a w medycynie klinicznej był ulubionym uczniem Antoniego Petita, dla którego też do śmierci żywił zawsze uszanowanie najgłębsze i wdzięczność najczulszą.

  1. Rocznik wydz. lek. w uniw. Jagiel. t. II str. 58 i 109.
  2. L. Gąsiorowskiego: «Zbiór wiadomości do historyi sztuki lekarskiej w Polsce» t. II, str: 36.
  3. Tamże, str. 43 i 67.
  4. Tamże, str. 2.