Naraz wśród tych okrzyków dat się słyszeć huk, a potem krzyki przestrachu i wrzawa pomieszanych głosów.
Arcyksiążę podniósł się z siedzenia i obejrzał się poza siebie. Zobaczył, że jadący w następnym samochodzie jeden z adjutantów słania się i jest zbroczony krwią.
— Rzucono na nas bombę! — zawołał obracając się do żony i do generała Potiorka.
— Jedźmy dalej — odpowiedziała żona.
Istotnie samochód arcyksięcia posuwał się dalej ku ratuszowi, podczas gdy zranionego adjutanta przewieziono do szpitala.
Jeszcze dzisiaj trudno zrozumieć, jakim to trafem spiskowcy, rzucając bombę z bardzo bliskiej odległości, mogli chybić i trafili w samochód adjutantów, zamiast w samochód arcyksięcia.
Na ratuszu burmistrz, machometanin, chciał powitać dostojnych gości uroczystą przemową. Ale był już bardzo zmieszany, ponieważ wiadomość o zamachu dotarła do ratusza jeszcze przed przybyciem arcyksięcia. Ten ostatni, bardzo wzburzony, szorstko przerwał burmistrzowi i nie dał mu przyjść do słowa.
— U was zabijają ludzi na ulicach! — krzyknął arcyksiążę. — Zapamiętam to sobie dobrze na przyszłość.
Burmistrz chciał coś powiedzieć, lecz arcyksiążę odwrócił się do niego plecami i polecił gen. Potiorkowi, żeby w drodze powrotnej z ratusza
Strona:Adam Nowicki - Zdrajca w rodzie Habsburgów.pdf/64
Wygląd
Ta strona została przepisana.