Franciszek Józef wysłuchał z wielkiem zdziwieniem, a raczej ze zdumieniem tego wyznania arcyksięcia. Przekonał się, że ma przed sobą okaz patologiczny psychopaty, którego impotencję przerywa tylko widok zawsze jednej i tej samej kobiety. A ponieważ dla spraw miłosnych miał zawsze wiele zrozumienia i dużą słabość, przeto po takiem wyznaniu arcyksięcia już nie chciał opierać się dłużej i udzielił swojego przyzwolenia na ten związek małżeński bez domagania się, by arcyksiążę zrezygnował z następstwa tronu. Nie ulega wątpliwości, że ze stanowiska ludzkiego cesarz postąpił dobrze i trafnie. Lecz z drugiej strony jest rzeczą pewną, że daniem takiego zezwolenia wyrządził wielką krzywdę dynastji i państwu. Z góry powinien był przewidzieć, że arcyksiążę, namiętnie rozmiłowany w żonie, raz zostawszy cesarzem, nie uszanuje żadnych przyrzeczeń i przysiąg. Przed ślubem i za życia cesarza podpisze akt, mocą którego dla żony i dla przyszłych dzieci wyrzecze się wszelkich praw dynastycznych, to znaczy, że zgodzi się, by jego żona nie była cesarzową, a dzieci z tego małżeństwa nie należały do rodziny cesarskiej i nie nosiły tytułu arcyksiążąt. Któż jednak przeszkodzi Franciszkowi Ferdynandowi, gdy raz zostanie cesarzem, uznać akt renuncjacji za nieważny. Papież z pewnością pobłogosławi takiemu odwołaniu przysięgi, gdyż Franciszek Ferdynand i hrabianka Chotek słynęli jako najgorliwsi katolicy. Obywa-
Strona:Adam Nowicki - Zdrajca w rodzie Habsburgów.pdf/41
Wygląd