jego dziad, Franciszek I, podpisywał wyroki śmierci na patrjotów włoskich, albo też stawiał ich pod pręgierz na Piazzecie w Wenecji. Był już proboszczem, gdy wreszcie w 1866 roku Austrja musiała oddać Wenecję Francji z warunkiem, by ta ostatnia przekazała ją Włochom.
Dobrotliwy kardynał Sarto nie mógł więc kochać Austrji i nie kochał jej — oczywista — Austrji niemieckiej i dworu wiedeńskiego. Pamiętał jeszcze niedawne krzywdy swych rodaków. Równocześnie miłował Polaków, jako naród uciskany, naród, który cierpi za wolność i za wiarę katolicką. Oczywista, kardynał Sarto, gdyby został papieżem, nie szedłby w niczem na rękę Dworowi wiedeńskiemu. Byłby sprawiedliwym, co często byłoby nie po myśli Austrji, mającej wciąż, pomimo konstytucji, policyjne formy rządzenia.
Właśnie do tego dążył ks. kardynał Rampolla, za wielki dyplomata, by nie miał przygotować sobie pięknego odwetu politycznego za wyrządzoną mu osobistą klęskę. A że liczył większość oddanych sobie członków świętego Kolegjum, przeto tak pokierował następnemi głosowaniami, iż z urny wyborczej, jako papież, wyszedł kardynał ksiądz patrjarcha wenecki Józef Sarto.
Strona:Adam Nowicki - Ostatnia kochanka Franciszka Józefa.pdf/52
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.