Strona:Abu Sajid Fadlullah ben Abulchajr i tegoż czterowiersze.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


LXIV.

Stroskany, o stu żalach w sercu rostęsknionym,
Zdaleka od twych ustek, smętny w każdéj chwili,
Dość marnego mam życia, człowiek na pół obcy,
I rwę się ku nicestwa przespokojnym polom.



LXV.

Chwałę śpiewajmy Panu, jasny hymn aniołom;
Do piekieł źli niech sstapią, a do raju zacni.
Kniezie, króle, cesarze niechaj Ziemię dzielą,
Byle mnie serce lubéj, a jam jéj padł w dziale.



LXVI.

Lękając się rywalów i obmowy ludzkiéj,
Nie będę dłużej kręcił się w ulicy twojéj.
Sznuruję usty, żwawo jidę precz — a jednak
Nie mogę zrzec się myśli pożądania ciebie.



LXVII. [1]

Dla wierzących w wyniosłość twoje — jesteś Mekką,
Świat nabożny ku tobie wierne oko wznosi;
Ktokolwiek więc odwróci od cię dzisia głowę,
W jakimż jutro kierunku twarz twą szukać będzie?



  1. LXVII. Wiérsz do Boga; wyznawcy Jislamu modląc się, zwracają oblicze w stronę Mekki; ktokolwiek więc, zdaniem wiérsza, odwróci raz głowę od Mekki, czyli zaniecha odmawiania pacierzów i myślenia o Bogu, zapomni, w któréj stronie leży Mekka i, w któréj stronie szukać należy oblicza boskiego.