Strona:Abu Sajid Fadlullah ben Abulchajr i tegoż czterowiersze.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXXXIV.

Zasmuciły mię srodze szpetne grzéchy moje,
Zasromały uczynki niecne i złe słowa.
Oświeć, Panie, me serce łask tajemnych światłem,
Aby ccze s przed mych oczu wnet straszydła starły.



XXXXV.

Którego przymiot wielkich i malutkich ździwia,
Boże! służba twa słodsza niż obydwa światy;
Ty chorobie precz każesz i ty uzdrowienie
Dajesz, — o! — bierz i dawaj wciąż, litosny Panie!



XXXXVI.

Panie! utwierdź mię w mocy, bym przestał na swojim,
I sercu nie skąp blasku promienistéj wiedzy;
A sprawom mym, choć głowa je rodzi szalona,
Dozwól, by się bez gorzkich łask toczyły ludzi.



XXXXVII.

Nie! nasza pierś nie znała błogich serca tętnień!
Radość, wchodząc w ulicę naszą, wnet malała.
Wszelka roskosz, co ku nam, twarz zwracając wdzięczną
Biegła — jescze nie doszła, a już smutkiem była.